Wybór bez możliwości wyboru
Tylko raz napiszę o wyborach choć jestem tak dalece zniesmaczona tym tematem, że nie mam przekonania czy powinnam pisać tą notkę.
Kampania wyborcza właśnie finiszuje i bardzo dobrze bo już trudno mi znieść nudności jakie wywołuje we mnie za każdym razem włączenie telewizji lub Onetu. Nie mogę doczekać się ciszy wyborczej , po prostu tęsknię za nią i wyobrażam sobie jaka będzie piękna. Przyjdzie czas na podsumowanie ale już możemy przyznać , że to była obrzydliwa kampania. Nasycona rządzą władzy, oskarżeniami, nienawiścią do siebie nawzajem i chamskimi zagrywkami . Wyciąganiem każdego plugastwa mogącego zaszkodzi przeciwnikowi. A tak naprawdę żadna z partii nie zaprezentowała realnego programu , który mógłby mnie przekonać , bo gdzieś w tym wyścigu do władzy pogubili swoje programy skupiając się na szukaniu haka na przeciwnika. Chyba już wszyscy jesteśmy tym mocno zmęczeni. Czy mam dylemat na kogo głosować? Nie mam. Teoretycznie muszę zagłosowac na PO bo jeśli zagłosuję na partię o niższych notowaniach pomogę PiSowi. Rzecz w tym , że Donek wcale mnie aż tak bardzo do siebie nie przekonał i nie chodzi mi tu , broń boże , o ta nieszczęsną Sawicką ale Donek zachowuję się jak prawdziwy Donek , ot taki chłopaczek z podwórka, z którym nawet fajnie się kumplować ale nie widzę aby dążył do zmian jakie oczekiwałam. Choćby odcięcie Kościoła od możliwości politykowania i powrót naszych chłopców z nie naszej wojny. Oczywiście , mogę nie iść na wybory wcale ale wówczas również pomogę , czego bardzo sobie nie życzę , w zwycięstwie PiSu. Widzę jednak światełko w tunelu i tu odczuwam , chyba podobną tym na przedzie wyścigu, satysfakcję. Otóż niezmiernie mnie cieszy , wręcz upajam się radością , że Leper wraz ze swoją od początku bzdurą partyjną , znalazł się na upodlonym końcu i nawet , co mnie wprawiło w rodzaj pewnej durnowatości , nawet Miller mu nie pomógł. Zresztą nie spodziewałam się tego po człowieku głośno krzyczącym po czym można rozpoznac mężczyznę a potem spuszczającym uszy po sobie jak skarcony chłopaczek. Na co liczył Leper werbując Millera to ja nie mam pojęcia i właściwie nic mnie to już nie obchodzi. Obchodzi mnie jednak i to bardzo czy nie zadławię się widokiem wrzosowisk , które uwielbiam i czy nie nabiorę z czasem do mojego uwielbienia znaczącej odrazy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz