Brednie albo wcale nie
Ostatni tydzień spędziłam w łóżku. Rewelacja , prawda ? Byłaby gdyby …… ale za towarzystwo miałam tylko mojego laptopa. Nauczyłam się pisać na leżąco niemalże nie podnosząc głowy z poduszek ….. rewelacja. Tydzień pełen rozmów , o ile mogłam się skupić i rozmawiać w miarę nie bredząc. Tydzień zwierzeń , o ile mogłam komuś zaufać lub co ważniejsze ktoś mógł zaufać mi. Tak chyba nawiązują się przyjaźnie. Przyjaźń to coś znacznie więcej niż miłość. W przyjaźni można być prawdziwie sobą , niczego nie udawać, bo przecież nie wystawiamy się na „sprzedaż”. Ośmielę się nawet powiedzieć , że przyjaźń to wyższa forma samej miłości. Kiedy ktoś oczekuje ode mnie czegoś innego , mówię mu – nie przejmuj się , w najlepszym wypadku , zdecydowanie najlepszym, zaprzyjaźnimy się. Oczywiście , że nie następuje to od tak , na jakiś pstryk mig czy zawołanie ale wykluczyć przecież nie można, spróbować warto. I naprawdę nie ma to dla mnie znaczenia na ile nasze kontakty są bardziej realne czy wirtualne. Ja jestem sobą i tego też oczekuje. To chyba naturalne , że traktujemy ludzi tak jak sami chcielibyśmy być traktowani. Naturalne wśród normalnych relacji z przewagą sympatii, dobrej woli i zwyczajnego lubienia się. Bo czy my czasem nie zapominamy, że lubienie się jest równie ważne jak kochanie się? Jak mogę kogoś kochać jeśli go nie lubię? Może to taka babska logika ale dla mnie wystarczająco jasna. Ale wróćmy do tematu.
Ale tydzień mija i choć nie jestem zupełnie jeszcze zdrowa i zdarza mi się mieć uczucie pływania lub jakiegoś nieokreślonego unoszenia się bez nawigacji ( o grypie wam nie będę pisać bo was zemdli i pewnie znacie ją podobnie jak ja , powiem tylko , że trzymałam się całą zimę aż końcu , cholera , puściłam się ….. podteksty zalęgły mi się w głowie ……puściłam się myśli optymistycznej, wpadłam przygnębienie a Pan Grypa tylko na to czekał) , skończył mi się , wyczerpał poziom cierpliwości na chorowanie. Nagle zaczęło mi brakować czasu , zwyczajnie czasu na przewracanie się z boku na bok w betach , podczas gdy nastąpił moment konieczności zmiany mojego życia. Tak więc uszy do góry i kopa w dupę słabościom , czynów pora najwyższa. Inaczej panoszące się „zło” , próbujące mnie dotknąć, dopaść zatryumfuje. Zbyt wiele do stracenia i zbyt wiele do zyskania by sobie tak pozwolić na użalanie się nad sobą tylko dlatego , że się chwilowo osłabło. Fizyczność niestety ma wpływ na psychikę jak jasna cholera dlatego przez ten tydzień wylałam morze łez no bo ja przecież biedna jestem. Ktoś mi powiedział ( ludzie czasem patrzą , mówią , mam nadzieję liczyć na ich szczerość ) , że wymalowałam się w poczucie krzywdy , którą widać na kilometr. Potrzeba takich słów bo przecież na siebie nie patrze aż tak wnikliwie by dostrzegać elementy „makijażu”. Zadawanie sobie pytań jest czasem potrzebne by jakoś sobie w logiczną całość poukładać , zaplanować ale niech to będą pytania, które dostają odpowiedź. Inaczej można się zapętlić w mnogości samych pytań i pieprzonej analizie , roztrząsaniu , rozbieraniu na czynniki pierwsze, co z czasem zabija wszelką logikę. W końcu prowadzi do tego, że brakuje czasu by żyć , dostrzegać prostotę doskonałych wyjść , rozwiązań trudnych sytuacji. Szeroko otwierane oczy czasem widzą znacznie mniej niż zmrużone lub zamknięte całkiem. Bo sztuką jest dostrzec to co ważne wśród milionów bzdur tego świata. I tym akcentem zakończę niedzielno poranne wywody , bom nie jest pewna czy wciąż jeszcze nie bredzę.
A u was też tyle śniegu ? KUŹWA , że tak powiem obcesowo )).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz