Konsekwencje

Niebo opadające pod ciężarem chmur przygniata opasłe myśli jakby chciało je zamknać w zbyt ciasnej przestrzeni glowy, umiejscowić w okolicach zbyt zatroskanego czoła. Powolnym ruchem ręki odgarniam chmury zakładając je z boku jakbym zakładała kosmyk włosów za ucho by rozjaśnić zarówno skrawek nieba jak i zdjąć cienie z twarzy. To jest trudniejsze gdy ona wyraża to wszystko co jest doświadczeniem, udziałem wypisanym w każdy jej fragment.
Każdego dnia otwieram oczy zbyt wcześnie niż jest tego potrzeba. Każdego dnia zamykam je zbyt późno by zapewnić im wystarczający wypoczynek. Dlatego moja twarz jest obrazem całkiem podobnym do dzisiejszego nieba. Zbyt ciężkie powieki , zbyt zaciśnięte usta, zbyt blisko do ziemi i mroczno pomiędzy przestrzenią światła. Ale czy to nie jest tak , że sami , na własne życzenie pozwalamy się ranić innym , sami wkładamy narzędzia tortur w ręce ludzi , osób mogących sprawić ból ? Wszystko inne , zarówno bezsenność jak i wyraz cierpienia wymalowany na twarzy to są tylko konsekwencje. Najszczelniejsza zbroja ma swoje szczeliny nie widoczne z daleka lecz gdy pozwolimy się zbliżyć widziane z łatwością. Dlaczego więc w popadam w taki masochizm pozwalając się do siebie zbliżać mając pełną świadomość nieuniknionych konieczności opatrywania ran. Ryzyko wpisane w potrzebę przeżycia chwil szczęścia , radości , oderwania się. Zatem wychodzę zaryzykowaćA kiedy wrócę mogę być odrobinę innym człowiekiem. Mniej naiwnym lub bardziej i tylko potem zasłonię niebo chmurami a twarz zasłonie kosmykiem włosów trawiąc w sobie KONSEKWENCJE.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz