Rozważania o śmierci
W tle wydarzenia z Halemby , przejmujące , tragiczne i wyciszające w napięciu i w coraz mniejszej nadziei powodzenia akcji. A ja , może też dlatego , może z powodu niedawnego uczestnictwa w pogrzebie , może przygnębiona tą chorobą , myślę o śmierci . Jak różne ma oblicza władczyni kresu konania każdego człowieka , która przychodzi zawsze nie w porę . Osoby starsze , cierpiące zapewne widzą śmierć jako kogoś pięknego na kogo czeka się w pełnym na to spotkanie przygotowaniu.
Moja ciocia Michalina żyła 80 lat . Nie znam osoby, nawet wśród moich rówieśników , która potrafiłaby dorównać mojej cioci temperamentem , energią i witalnością . Wychowała pięcioro dzieci i mnie szóstą na przyczepkę przez jakiś czas i wiecie ? minęło od naszego dzieciństwa jakies 40 lat , najstarszy z nas ma 56lat , najmłodsza jestem ja , a my jesteśmy zupełnie tacy sami jak wtedy , 40 lat temu , tylko nam warkoczyki podoczepiać . Mimo , że nie spotykamy się zbyt często bo to odległości , a bo to dolegliwości , wydaje mi się , że bije od nas jakiś wzajemny szacunek , radość spotkania , wręcz czułość budzona ogromną ilością wspólnych wspomnień. Moja ciocia była osobą o niezwykle zdrowym podejściu do życia , nie szukającą dziur w całym i przyjmującą wszystko raczej za dobrą niż złą monetę. Pamiętam raz byliśmy w tamtych okolicach na grzybach , oczywiście przy okazji odwiedzając rodzinkę . Nastepnego dnia kuzyn i kuzynka wybrali się z nami do lasu aby pomóc nam nazbierać wiecej . W drodze powrotnej wstąpiliśmy do cioci a ich mamy by się pożegnać . Chwila rozmowy , ciocia przygotowała poczęstunek , atmosfera sielsko anielska aż tu nagle wpada żona naszego , obecnego tam kuzyna z krzykiem , że powinien być już w domu , bo obiad , bo ona czeka , bo coś tam . Po jej wyjściu mówie do cioci – ależ masz nerwowe te synowe , na co ona bez chwili namysłu – ,, a wiedzisz kochana , bo one się w nocy rodziły i trudne początki przez to miały „))Gdy moja mama a jej siostra miała powaznie złamaną nogę ciocia potrafiła co dwa tygodnie przyjechać ( bagatela 600 km ) z porcją świeżej cielęcinki w ramach wspomagania leczenia , oczywiście pociągiem z przesiadkami . Czasem zjawiała się niespodziewania twierdząc , że zabierała się do napisania listu ale doszła do wniosku , że dojedzie szybciej niż list i wiecej niż w liście powie . Pracowała w szkolnej stołowce do chwili gdy skonczyła 75 lat, a i wtedy wcale nie bez żalu dała się namówić na emeryturę . Podczas pogrzebu ksiądz prowadzący ceremonię powiedział coś co mnie zastanowiło a miało mniej wicej taki sens : bez względu na to czy ktoś jest religijny bardziej , mniej lub wcale duzo łatwiej jest mu umierać wierząc , że po śmierci jeszcze coś go czeka i nie musi mieć to zaraz wizji niebiańsko piekielnej , ważne aby było jeszcze coś. Trudno pogodzić się z wieloma bezsensownymi śmieciami przed czasem , ludzi którzy nie wypełnili swojego czasu , swoich obowiązków rodzinnych , a tym trudniej gdyby to miał być nie tylko ziemski definitywny koniec . Myślę, że tak długo jak będzie istnieć czas oraz tak długo, jak człowiek nie stanie się nieśmiertelny, motyw śmierci będzie zaprzątać umysły ludzi .
A o ratownikach górników ktos napisał tak wzruszający wiersz , że łzy same lecą gdy się go czyta .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz