Wstęga Mobiusa

Balansując na krawędzi życia ocieram się o zupełny brak rzeczywistości , tkwię w oderwaniu jakby pomiędzy dwoma światami. Dzieła przypadków zbyt liczne by nie pokusiły świadomości o miano ich przeznaczeniem , losem , darem. A może życie zatacza krąg tak idealny , że za chwil parę znajdziemy się w punkcie wyjścia. Może dlatego wracam do mroków mojego dzieciństwa , szukam odpowiedzi , może nawet usprawiedliwień swoich problemów ze sobą. Będąc małym dzieckiem śmiałym , ufnym straciłam to wszystko przez lata dojrzewania. Budowałam wokół siebie zbyt gruby mur , wieże , w której zamknięciu czułam się jedynie bezpieczna. Gdy się tak za siebie oglądam , czas podsumowań osiąga wszak swój pierwszy znaczący etap, widzę całe mnóstwo zmarnowanych szans. Zamknięcie spowodowało jakiś strach by je wykorzystać.  Całe życie walczę o innych ale nie potrafię walczyć o siebie. Nie mam w siebie wiary. Czuję się jakbym spacerowała po wstędze Mobiusa , jednostronnej płaszczyźnie nieskończoności, gdzie każdy punkt dotyka punktu przeciwległego a ja raz jestem wywrócona psychicznie do góry nogami próbuję łapać równowagę. Innym razem ją rzeczywiście osiągam choć na krótko ale wystarczająco by znać hierarchię wartości. Kiedyś zrobiłam sobie wstęgę Mobiusa wierząc że wystarczy przeniknąć na drugą stronę przez zakrzywienie czasu i przestrzeni by wszystkie pragnienia stały się osiągalne. Odwrócona ósemka przecięta przez środek daje jedną dużą pętlę. Gdy przecięłam ponownie otrzymałam dwie złączone ze sobą , przenikające się idealne i nierozerwalne wstęgi. To jest symbol. Tylko lub aż. Kiedy balansuje się na krawędzi życia symbolika na zwielokrotnione znaczenie. Nieskończoność. Zatoczenie idealnego kręgu by znaleźć się dokładnie w tym samym miejscu. Miejscu swojego spapranego dzieciństwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz