Z pamiętnika młodej lekarki cz.3
„PILEPTYK – STYMULANT”
LEKARKA: Będąc młodą lekarką porającą się z zagadkami naszej rzeczywistości wszedł raz do mej przychodni mężczyzna o wyglądzie nie obudzającym ufności.
PACJENT: Dzień dobry pani doktór. Jestem pileptykiem.
LEKARKA: Co proszę?
PACJENT: Jestem pileptykiem. Czasem jak mnie najdzie to bez dania racji rzucam się na ziemię, drygam i toczę pianę.
LEKARKA: To się zdarza. A czegóż pan zatem chce ode mnie?
PACJENT: Proszę o tydzień zwolnienia, leki co je mam tu wypisywane na kartce i sanatorium.
LEKARKA: Hahaha!!! Zaśmiewam się z ironią. Będąc młodą lekarką znam stymulantów co pod pozorem rujnują naszą gospodarkę, która się boryka.
PACJENT: Daje pani doktór czy nie? Bo się zacznę rzucać!
LEKARKA: A proszę bardzo!
PACJENT: To proszę bardzo!
LEKARKA: Istotnie, pacjent rzucił się na wznak i zaczął mię drygać po całej przychodni, nosił się od ściany do ściany w stanie zaawansowanej konwulsji przy czym strącił mię sterylizator i doniczkę z rośliną fuchsja co mogło być stymulowane. Niestety z ust toczył dodatkowo obfitą pianę. Już miałam mu ulec i uznać za prawdziwego pileptyka gdy nagle cuś mię tkło. Wypowiedziałam się: „A co pan tam trzymię w jamie ustnej?”
PACJENT: Gdzie, gdzie?
LEKARKA: Zręcznym ruchem przydepłam mu szyję i wtedy z ust wyleciało mu mydło kostkowe „Zefir”…”No proszę, stymulował pan!”
PACJENT: Cóż, zostałem się zdemaskowanym. Istotnie, jestem stymulantem pileptykiem w celu wymuszenia ustępstw.
LEKARKA: A ileż pan piany wytacza na jeden atak?
PACJENT: Tak, z ćwierć kostki „Zefir”.
LEKARKA: Aha. I marnotrawi pan cenne zjawisko, które pan minister – łakomiec w dobroci swojej przyznał społeczeństwu swojemu po jednej kostce na dwa miesiące. Zagraża to w najboleśniejszy punkt bo wszak górnik nasz mógłby podnieść wydobycie będąc nęconym otrzymaniem mydła. Piętnuję pana!
PACJENT: Podnosząc się ze wstydem i otrzepując ubranie istotnie teraz dopiero zrozumiałem mę ohydę. Dziękuję, że pani doktór zwróciła mię z drogi występku.
LEKARKA: Był to mój skromny obowiązek.
PACJENT: Wychodzę zatem będąc skruszonym, że nadużyłem. Teraz już wychodzę.
LEKARKA: Po wyjściu pacjenta rozeparła mię duma, że i na mej rubieży mogę rozwijać działalność dyk…dyd…dyktadyczną i ratować podupadłą moralę społeczną. Następnie rzuciłam się na czworaki i resztką wytoczonej przez pacjenta piany wyszorowałam mą przychodnię oraz zdezynfekowałam instrumenty operacyjne dla dobra nas wszystkich. Do usłyszenia….
Ps. A teraz mamy cify , domestosy ,brefy i te z siłą wodospadu i nie sprostamy )))).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz