Z Szerokiej na Wąską


  


Film o banalnej treści , nie trzymający w napięciu , nie niosący żadnego górnolotnego przesłania , ot zwyczajny film o miłości. Całkiem przyzwoity , całkiem przyjemny w oglądaniu , zwłaszcza gdy ktoś już znudził się przerażającą wizją czekającą Ziemię , jaką karmi nas ostatnio przesadnie amerykańskie kino. A ten film to na sobotni wieczór zwyczajnie sympatyczny akcent gdyby nie to , że poruszył we mnie struny tęsknoty za miejscami nie odwiedzanymi dość dawno, nawet bardzo dawno. Na tyle silnie , że nie chciałam czekać do następnej niedzieli , chciałam już , natychmiast znaleźć się w obrębie tego samego powietrza , tego rytmu i uduchowionej atmosfery.  Wielu ludzi widok lasu , zieleni, przestrzeni i dali przed oczami koi nerwy , pozwala się wyciszyć , zmusza do zamyślenia lub od niego uwalnia. Mnie też. Ale mieszkałam kiedyś w wielkim mieście i oddychałam tłokiem ulic tego miasta. Wielkie miasta są tłoczne nie mieszkańcami ale turystami i jest to naturalne. Moje wielkie miasto nauczyło mnie balansowania w tłumie ludzi bez obijania się o nich co chwilę. Nauczyło mnie znajdywania miejsc ustronnych gdy zmęczył mnie tłum. Chciałam się przekonać czy jeszcze to potrafię. Przy okazji pokazać moim towarzyszom podróży Kraków jaki nie znali. Tym razem nie rynek , nie planty , nie Wawel , nie trakt królewski , tym razem Kazimierz. Znajome uliczki , gdyż chodziłam tam przez dwa lata do szkoły okazały się zarówno znajome jak obce. Szeroka , serce Kazimierza , tętniąca życiem , obfitująca w małe żydowskie kawiarenki , synagogę, pełno wycieczek , wszędzie obce dla oka napisy , szyldy. Pamięć wróciła do czasów sprzed 28 lat. Na Szerokiej były tylko stare rudery bez okien i rozlewnia oranżady gdzie można było podczas przerwy lekcyjnej kupić oranżadę na szklanki, o grubych ściankach , typu musztardówka. Wąska , gdzie mieścił się gmach , nie mylę się , gmach mojej szkoły a do dziś istnieje tam liceum , jakaś wyludniona , cicha. Kiedyś wychodząc ze szkoły weszliśmy wprost na plan wojennego filmu. Nic dziwnego , sceneria iście wymarzona bo nietknięta ludzką ręką od lat. W przeciwieństwie do Szerokiej na Wąskiej nic się nie zmieniło.  Jest też coś takiego w Krakowie , że dotrzeć do celu można wieloma drogami i to niekoniecznie nadkładając drogi. Może podobnie jest w życiu.  Do szczęścia może nie prowadzi tylko jedna droga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz